Waga Złota,  autor  Ryszard Sawicki

Złoto było dla konkwistadorów ciężkim łupem. Cieszył ich jednak ten ciężar. Uginając się pod ciężarem złota nie zważali na trudy wędrówki w dżungli, pokonywali wszystkie czyhające na nich zasadzki by dotrzeć do brzegu, do swych okrętów, które mieli obładować i powierzyć szczęśliwym wiatrom. Dla piratów też nie miał znaczenia artyzm inkaskich ani azteckich mistrzów. Podobnie i dla tych, którzy złoto z dalekich wypraw przetapiali by z niego bić monety z wizerunkami swych władców.

Moneta zrobiona ze złota była tyle warta ile ważyła. Waga kruszcu, jego ilość decydowała o jakości monety.

Ciężkie złoto było zawsze cenniejsze niż złoto lekkie. Należy powiedzieć nawet więcej: nie było złota lekkiego. Lekkie złoto? Ależ to oznaka fałszerstwa, powiedziałby każdy, kto cenił sobie i monetę i monstrancję.

A jednak było i lekkie złoto. Artyści zdobiący księgi nie używali innego złota niż takie właśnie: lekkie. Tak samo i ci, którzy z płatków złota robili aureole nad głowami świętych albo układali je delikatnie na desce by uczynić niebo lub rozświetlić powietrze za gotyckimi oknami.

Złote płaty były cieńsze od płatków śniegu, lżejsze od ptasich piór. Trzeba je było brać delikatnie w palce, bo zgniecione złoto znikało w porach ludzkiej skóry. A drobne fragmenty takich płatków można było umieścić w kielichu i wypić razem z szlachetnym trunkiem.

Nie każde złoto jest ciężkie.

Złoto introligatorów, iluminatorów i malarzy nie miało prawie wagi. Miało jednak jedną zasadniczą właściwość sobie tylko przynależną: świeciło. Blask złota nie zależy od jego wagi.

Złote lśnienie na grzbiecie księgi lub na starym obrazie jest takie samo bez względu na to jaką ma wagę kruszec. Złote światło nie musi pochodzić od złotego cielca. Może pochodzić od ulotnego płatka, który zniszczyć potrafi podmuch wiatru lub oddech nieostrożnego człowieka. Tkwi w nim praca i myśl ludzka. To one są cenne. To one decydują o wartości pozłocenia i blasku bijącego z pozłoconej litery. Lub z obrazu, który lśni w ciemnym nawet wnętrzu tak, jakby wydobywało się zeń pozaziemskie światło.

Lekkie złoto, pozbawione naturalnego ciężaru, cenne jest bo świeci. I ta zdolność złota do lśnienia, do wychwytywania z powietrza nawet najsłabszych promieni, które rozsiewa czy to gasnące słońce czy płomień świecy, świadczy o tym co w złocie najszlachetniejsze. W pełni słońca złoto wydaje się świecić za mocno, trzeba półmroku by blask jego był naprawdę piękny. Nic tak nie świeci jak złoto, zwłaszcza gdy znajdzie się w odpowiednim świetle. Nic nie ma tak przyjaznego, łagodnego i dobrego blasku. Złoto jest cenne bo świeci.

Złoto ważyć powinno tyle ile waży jego blask. Nie więcej i nie mniej.